Skan skanowi nierówny

W dzisiejszym poradniku chciałbym poruszyć temat skanowania dokumentów i zdjęć, zarówno tych archiwalnych jak i współczesnych. Technologie z jakimi mamy do czynienia, sprawiają, że obecnie coraz częściej do kontaktowania się z innymi używamy mediów społecznościowych, komunikatorów typu: WhatsApp, Signal czy Telegram. Wszystkie te narzędzia są pomocne również dla osób zajmujących się genealogią i badaniem historii swoich rodziny. W mgnieniu oka możemy połączyć się z kimś na drugim końcu świata i poznawać w ten sposób dzieje naszych przodków.

Tym sposobem możemy również szybko przesyłać sobie fotokopie rodzinnych fotografii, dokumentów itd. O tym, czym różni się fotokopia od skanu i co jest lepsze, pisałem rok temu we wpisie Fotografia czy skan? Co lepsze?. Nie podlega dyskusji to, że pod względem jakości i efektu końcowego lepsze będą zawsze skany, które lepiej oddają oryginalne walory skanowego obiektu, zarówno zdjęcia jak i dokumentu.

Moje pierwsze doświadczenia związane ze skanowaniem starych fotografii sięgają początku 2008 roku. Był to czas, kiedy zacząłem się interesować historią swojej miejscowości i pozyskiwałem pierwsze archiwalne fotografie od mieszkańców. Od samego początku miałem świadomość tego, że jakość skanów będzie dla mnie najważniejsza. Wynikało to z dwóch powodów:

  • Po pierwsze wszystkie zdjęcia wypożyczałem i po zeskanowaniu oddawałem właścicielowi. Dlatego też nie miałem możliwości (a jeśli tak, to tylko w nielicznych przypadkach) ponownego ich wypożyczenia. Skan musiał więc być zrobiony raz, a porządnie.
  • Po drugie, już wtedy czułem, że efektem moich prac może być jakaś publikacja, w której będę chciał opublikować zeskanowane zbiory. A co za tym idzie, musiałem mieć pewność, że skany będą odpowiedniej jakości, tak aby nadawały się później do publikacji. Oczywiście nie tylko w wersji drukowanej, ale także elektronicznej (np. do powstającej wtedy strony internetowej mojej rodzinnej miejscowości Smolarni, której jestem twórcą i administratorem.

W niniejszym poradniku pominę aspekty typowo techniczne związane ze skanowaniem – te opiszę w osobnym wpisie. Zaś tutaj chciałbym się skupić na walorach estetycznych końcowego efektu samego skanu.

Zagięte rogi zdjęć i pozostałości po albumach

Przez moje ręce, w przeciągu kilkunastu lat, przeszło tysiące starych fotografii. Były one w różnych stanie: od bardzo dobrych, do takich, które rozspadały się w rękach. Przy skanowaniu zacząłem zwracać uwagę na to, aby np. narożniki zdjęć, przed ułożeniem na szybę skanera, były wyprostowane i niepozaginane. Tak samo różnego rodzaju pozostałości po papierze z albumu, jeśli np. było widać, że zdjęcie z takiego albumu zostało kiedyś wyrwane.

Dlaczego było to dla mnie takie ważne? Od samego początku zdjęcia skanowałem tak, aby widoczne było ich oryginalne ząbkowanie. Podobały mi się po prostu publikacje, w których fotokopia (w formie skanu) wyglądała tak jak oryginał. Wyglądało to znacznie lepiej, niż fotografie, które w formie cyfrowej były przycięte tak, że ich narożniki tworzyły kąt prosty.

Niedociśnięta klapa skanera

Problem niedociśniętej klapy skanera pojawiał się najczęściej w przypadku fotografii, które były przyklejane dodatkowo na grubszym, tekturowym papierze. Wtedy ważną kwestią było to, aby po zeskanowaniu jak najmniej widoczny był cień, który tworzył się pod fotografią od lampy skanera. Dlatego też skanując, warto na klapę skanera położyć grubą i cieżką książkę.

Brak czysto białego tła skanu

Czysta biel, jako tło dla skanowanych fotografii to dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy. A o co w ogóle chodzi z tą bielą? Kiedy kilka lat temu musiałem skorzystać z wypożyczonego skanera, w formie urządzenia wielofunkcyjnego, zauważyłem, że tło zeskanowanych fotografii (mimo, że nie były one klejone na tekturze), nie jest w 100% białe. Biorąc pod uwagę fakt, że wszystko skanowałem z zachowaniem oryginalnych, ząbkowanych krawędzi – o czym pisałem już wyżej – był to dla mnie wielki problem.

Obróbka cyfrowa po zeskanowaniu nie wchodziła w ogóle w grę, bo nie miałbym na to czasu. Proszę sobie wyobrazić, że od kilku mieszkańców pozyskałem 100 fotografii, które jeszcze potem musiałbym cyfrowo obrabiać. To było dla mnie niewykonalne.

Przykład skanu, w którym tło pod zdjęciami nie jest czysto białe
Przykład skanu, w którym tło pod zdjęciami nie jest czysto białe

Odwzorowanie barw i odcieni

Odwzorowanie orygnalnych barw i odcieni skanu jest również ważną częścią procesu skanowania. Okazuje się, że skanery różnych firm w różny sposób odwzorowują takie szczegóły. Ciekawym może być to, że czasami im nowszy skaner, tym gorsze było – w moim przypadku – takie odwzorowanie.

Zdjęcia przyklejone do albumu

Wielkim problemem jest również skanowanie zdjęć, które są na stałe przyklejone do albumu i których nie można z niego wyjąć. Wtedy nie tylko należy zwrócić uwagę na to, aby cała strona albumu przylegała dobrze do szyby skanera. Ważbym było dla mnie to, aby tło pod zdjęcia nie było czarne, czyli takie jakiego koloru są najczęściej stronice w albumach.

Ten problem można rozwiązać w taki sposób, że pod zdjęcie – do miejsca, w którym jest już klej – można wsunąć białą kartkę papieru. Rozwiązanie to jest proste w swej budowie, ale czasochłonne w wykonaniu. Tym bardziej, jeśli do zeskanowania jest cały album, w którym wszystkie fotografie są przyklejone (jak na poniższym przykładzie).

Podsumowanie

Jak więc widać, skanowanie to nie taki prosty proces. Albo inaczej: sam proces nie jest może taki skomplikowany, ale odpowiednie do niego przygotowanie, wymaga poświęcenia czasu.

Mam też świadomość tego, że nie wyczerpałem tu w całości opisanej wyżej problematyki. Do tematu postaram się wrócić w kolejnych częściach poradnika.